No więc tak: mieszkanko jest i to ładne. Jestem zadowolona z wyboru, ale ile się nachodziłam i namyślałam, to wiem tylko ja.
Jeśli chodzi o egzamin, to nie wiem. Jak zwykle poległam na regułkach, chociaż jestem świadoma tego, że były proste. Nie umiem się uczyć regułek i już. Czekamy na wyniki i wtedy będzie wiadomo co i jak.
Pisząc o dobrych wiadomościach to dodatkowo mam w końcu czas na czytanie. Ohhh i ahhhh
Natascha Kampusch. “3096 dni” w zamknięciu. Nie mogę się otrząsnąć po tej książce. Jestem pełna podziwu dla jej siły umysłu i ducha walki. To niesłychane jak jako 10letnia dziewczyna była silna i mądra.
Jej historia jest smutna i wstrząsająca nie tylko z powodu porwania, ale też z powodu jej dzieciństwa. Nie była to dziewczynka szczęśliwa. Jej matka sama ze sobą miała problemy i psychicznie znęcała się nad córką. Mówiła, że jest gruba i głupia. Śmiała się z niej. Śmiała się z jej puszczania moczu. Nie pomagała, ale pchała w dół. Rodzice rozeszli się, co było następną traumą. Wieczne kłótnie, przepychanki, rozpacz. Nie można jednak matce zarzucić kompletnego braku czułości. Kiedy mała Natascha czuła się przygnębiona i wystraszona, mama szykowała jej ciepłą kąpiel i nagrzewała ręcznik. Po otuleniu zanosiła ją do łóżka i przynosiła jej gorącą herbatę. Przez to dziewczynka czuła się bezpieczniej i tak też, już w czasie porwania, próbowała radzić sobie ze stresem. Oczywiście nie miała ku temu zbyt wielu okazji. Jej mama wydawała się robić pewne rzeczy wierząc, że tak powinno być, żeby Natascha stała się silną osobą. Dziewczynka miło też wspominała chwile spędzone u babci.
Pewnego dnia pokłóciła się z matką, tak że wychodząc do szkoły sama (po raz pierwszy) nie pożegnała się z nią. Próbowała sobie wmówić, że “przecież nic się nie stanie”. Bała się tej drogi do szkoły, czuła się mała i bezbronna w tak wielkim mieście. Widziała napastnika już z daleka, widziała też, że się jej przygląda. Jego oczy jednak odsunęły od niej poczucie strachu. Bez zastanowienia przeszłą na drugą stronę ulicy i chciała minąć mężczyznę “jak duża dziewczynka”. Ten jednak wciągnął ją do swojego białego auta.
I tak zaczęło się prawdziwe piekło.
Natascha była więziona w małej piwnicy, mogła chodzić po niej w kółko. Miejsce to było zatarasowane kilkoma drzwiami, potężnymi, zaryglowanymi. W ścianie wykuto mały tunel przez który trzeba było się przecisnąć. Nie było szans, żeby ktoś ją znalazł, czy usłyszał. Tak dobrze była ukryta. Na początku napastnik o nią dbał, przynosił jej co chciała, tak jakby chciał ukoić jej ból. Musiała być mu posłuszna, ale w jakimś stopniu zapewniał jej bezpieczeństwo. Potem, gdy stała się kobietą, kazał jej zgolić włosy, ciężko pracować w domu – gdy już mogła wyjść z piwnicy – maltretował ją. Nawet do toalety chodził z nią. Przez 3096 dni była pod nadzorem jak największy zbir. Bił ją, mocno, jak jakąś rzecz. Traktował jak własność. Głodził, zabierał światło. Gdy kilka razy miała okazję uciec, bała się. Nastraszył ją, że zabije każdego kto zobaczy jej ucieczkę, straszył dynamitami w oknach. A Natascha wierzyła we wszystko i bała się narazić kogoś na śmierć. Kiedy już mogła wyjść razem ze sprawcą do miasta bała się ludzi, bała się, że jej nie pomogą. Aż pewnego dnia uciekła…uwolniła się.
Szczerze mówiąc, nie chce recenzować tej książki tak dokładnie. Nie chcę i nie umiem. To jedna z tych pozycji, które trzeba samemu przeczytać i ciężko ją streścić. Streszczanie wydaje się haniebnym czynem. Czuje się tak, jakbym umniejszała jej tragedię. Co jednak chce napisać, a wręcz potrzebuje wychodzi już zupełnie za granicę recenzji. Chcę powiedzieć, że ta dziewczyna ma teraz 23 lata i ja ją kocham. Nie TAK, ale kocham jej wolę walki, siłę, potrzebę życia, mądrość. Mądrość jej jako dorosłej kobiety i mądrość małej, 10letniej dziewczynki. To jak potrafiła go przejrzeć, wydedukować to co działo się w jego umyśle. To jak sama potrafiła tłumaczyć czyny tego chorego człowieka. To, że choć czuła ulgę nadal z drugiej strony opłakiwała jego śmierć. Nie wiem kto jeszcze byłby w stanie przeżyć tak ciężki okres swojego życia. 8 lat uwięzienia, maltretowania, poniżania, strachu, bólu, cierpienia, tęsknoty, szału, wściekłości, łez…
Udało jej się uciec, odzyskać swoje życie.Natascha Kampusch spotkała mężczyznę chorego, mężczyznę, który chciał ze swojego życia i przy okazji jej życia stworzyć jedną wielką zasadę. Chciał żyć według reguł, choć sam złamał nie jedną z nich. Chciał być panem jej życia. Chciał oprócz całego życia i przeszłości zabrać jej tożsamość, ale mu się nie udało.Na całe szczęście mu się nie udało…
“Nie masz już rodziny. Ja jestem Twoją rodziną.
Jestem Twoim ojcem, Twoją matką, Twoją babcią,
i Twoimi siostrami. Teraz jestem wszystkim dla Ciebie.
Nie masz już żadnej przeszłości. U mnie jest Ci o wiele lepiej,
miałaś szczęście, że przyjąłem Cię do siebie i tak
dobrze się o Ciebie troszczę. Należysz do mnie.
Ja Cię stworzyłem.”